Unieważnienia a

Unieważnienie umowy kredytowej we frankach Jako frankowicz masz prawo wnieść o unieważnienie umowy kredytowej bądź odfrankowienie kredytu. Jeśli zdecydowałeś się na sądową walkę, podobnie jak wielu Polaków, zachęconych korzystnym dla kredytobiorców rozstrzygnięciem TSUE, warto zapoznać się z konsekwencjami, jakie niosą poszczególne rozwiązania i zaletami każdego z nich ... Spis tagów dla wyrazów bliskoznacznych słowa unieważnienie: synonim unieważnienia, wyrazy bliskoznaczne do słowa unieważnienie, synonimy do słowa unieważnienie, inaczej unieważnienie, synonimy do wyrazu unieważnienie, inne określenia słowa unieważnienie, inaczej o unieważnieniu. Nie ma podstaw, by uznać wybory prezydenckie w szeregu lokali wyborczych za nieważne - oświadczyła w poniedziałek na swojej stronie internetowej Centralna Komisja Wyborcza Białorusi. Sąd Najwyższy Białorusi odrzucił we wtorek wniosek liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej o unieważnienie wyborów prezydenckich z 9 sierpnia - poinformowała agencja TASS. Look up the Polish to English translation of unieważnienie in the PONS online dictionary. Includes free vocabulary trainer, verb tables and pronunciation function. Umowy o kredyt we frakach to umowy indeksowane bądź denominowane, i o ile te pierwsze można, zgodnie z najnowszym orzecznictwem, odfrankowić lub unieważnić, tak w przypadku kredytu denominowanego w większości przypadków dochodzi jednak do ich unieważnienia. Nie inaczej było w sprawie sprawie, która trafiła na wokandę Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli w Warszawie i w której […] Sprawa ma szerszy aspekt: czy uznanie bezskuteczności postanowienia umownego jest jakby częścią żądania jej unieważnienia – wtedy sąd mógłby po nie sięgnąć – czy jednak to inne ... unieważnienie - definicja, synonimy, przykłady użycia. Witam wszystkich Państwa mojej ulubionej Poradni. Od jakiegoś czasu sen z powiek spędza mi wyraz anulacja (np. zlecenia, zamówienia). Mistrz ortografii polskiej Pan Maciej Malinowski (www.obcyjezykpolski.interia.pl) pisze mniej więcej, że trzeba się w końcu z nim zgodzić. Uzyskanie unieważnienia przez kancelarię prawną kredytu we frankach powoduje inne skutki niż wypowiedzenie umowy kredytu. Unieważnienie kredytu we frankach stanowi nieocenioną pomoc dla frankowiczów, którzy zyskują prawo natychmiastowego zwrotu całości dotychczas spłaconych rat, odsetek i opłat na rzecz bank. Koniec 2019 r. obfitował w korzystne dla frankowiczów wyroki i również wtedy, a dokładniej 10 grudnia 2019 r., został wydany przez Sąd Okręgowy w Warszawie wyrok, sygn. akt: XXV C 1473/17, którym Sąd unieważnił umowę kredytu hipotecznego udzielonego przez Fortis Bank. Wskazane orzeczenie jest więc kolejnym, które eliminuje z obrotu prawnego umowę o kredyt we […]

Polski senat zupełnie nie spełnia swojej roli. Porozmawiajmy o tym jak można to zmienić

2019.10.24 16:25 Maysign Polski senat zupełnie nie spełnia swojej roli. Porozmawiajmy o tym jak można to zmienić

Tak, wiem, zmiany w konstytucji to nie moje/nasze kompetencje, ale podyskutujmy. Zainspirowany pytaniem w innym poście (po co przywrócono senat?), chętnie porozmawiam o tym jak mógłby on wyglądać żeby mógł spełniać swoją funkcję.
Dzisiaj tej funkcji nie spełnia. Wybierany jest wraz z sejmem, więc rozkład sił jest podobny do sejmowego. Nawet jeśli większość sejmowa nie pokrywa się z większością senacką, to możliwości senatu ograniczają się do opóźnienia o miesiąc z hakiem ścieżki legislacyjnej, bo sejm może odrzucić poprawki senatu zwykłą większością głosów, czyli taką, która była potrzebna do przyjęcia ustawy zakwestionowanej przez senat. Może w jakichś rzadkich przypadkach taki miesiąc refleksji coś zmieni, ale zazwyczaj raczej nie i w mojej ocenie senat w dzisiejszej formie nie ma większego sensu.
Jaki senat miałby sens?
W moim rozumieniu rolą senatu jest moderowanie działalności legislacyjnej sejmu. Ma on czuwać żeby sejm nie wypuszczał bubli, ale też czuwać żeby sejm nie wypuszczał prawa nierozsądnego. Widzę możliwość spełniania takiej roli na przykład w następującym systemie:
Senat wybierany jest na cztery lata (tak jak sejm), ale wybory do senatu są przesunięte o dwa lata w stosunku do wyborów do sejmu.
Czyli wybory do sejmu w latach 1, 5, 9, a do senatu w latach 3, 7, 11, itd. Takie przesunięcie sprawi, że podział sił w senacie nie będzie aż tak zbliżony do układu sił w sejmie. Często układ sił senacie będzie uśrednieniem układu sił w sejmach poprzedzającym i następującym.
Senat mający faktyczną możliwość odrzucenia ustawy sejmu, podobnie jak to ma dzisiaj prezydent.
Cofnięcie przez senat ustawy z poprawkami lub całkowite jej odrzucenie powinno mieć większą wagę. Powinno wymagać więcej od sejmu w celu ich unieważnienia. Wymaganie większości kwalifikowanej 3/5 głosów (60%) przy obecności przynajmniej połowy posłów - czyli tak jak do odrzucenia weto prezydenta - to chyba rozsądne wymaganie.
Jaki byłby tego efekt?
Rozsądniejsze prawo, uwzględniające interesy szerszej grupy obywateli. Dzisiaj zdarza się, że obóz rządzący dba tylko i wyłącznie o interesy swoje i swoich wyborców zamiast o ogólnie pojęte interesy państwa i wszystkich obywateli (i nie nawiązuję tu tylko do PiS, bo gdy rządziło PO, to też katastrofalnie zaniedbało potrzeby dużej części społeczeństwa). Dzieje się tak dlatego, że w naszym systemie „zwycięzca bierze wszystko” i po wygranych wyborach parlamentarnych rządzący mają na cztery lata zapewniony niezmienny układ z większością w sejmie i prawdopodobnie też senacie (a nawet jeśli nie, to senat może tylko opóźnić). Nie muszą się liczyć z niczyimi opiniami. Alleluja i do przodu.
Gdy układ sił w senacie będzie choć trochę inny niż w sejmie - a sentymenty wyborców po dwóch latach często będą trochę inne - większość sejmowa nie będzie miała licencji na pisanie prawa dowolnie jak jej się to podoba. Będzie musiała uwzględnić opinię sejmowej opozycji, która w tej chwili może mieć już np. większość w senacie. To zadziała też w drugą stronę - jeśli kiedyś inna partia odsunie ich od władzy, ta poprzednia partia jeszcze przez dwa lata będzie miała w senacie więcej głosów niż ma w nowym sejmie, a więc nowi rządzący też będą musieli się z nią trochę bardziej liczyć.
To powinno nieco wyrównać kierunek w jakim kolejni rządzący pchają państwo, a zmiany tego kierunku nie będą aż tak drastyczne.
Dopiero jeśli poparcie jednego obozu będzie niezmiennie tak samo wysokie przez lata - tak żeby zdobył większość w sejmie, a dwa lata później również w senacie - da mu to legitymację do stanowienia prawa bez oglądania się na kogoś innego (albo jeśli w sejmie ma ponad 60%).
Taka współzależność jednego obozu od drugiego mogłaby przy okazji ucywilizować polską politykę. Dzisiaj często partie „idą na noże” i prowadzą wręcz wojnę z przeciwnikami, a o żadnej współpracy czy kompromisie nie może być mowy. Mogą sobie na to pozwolić, bo wybory to wojna totalna. Zwycięzca bierze wszystko, przegrany dostaje miejsca dla widzów. Gdy rządzący zawsze będą musieli się choć trochę liczyć z opinią drugiej strony (bo po dwóch latach decyzje wyborców były trochę inne i np. druga strona ma więcej do powiedzenia w senacie; albo bo właśnie przejęli sejm, ale poprzednia ekipa rządząca ma wciąż jeszcze dużo do powiedzenia w senacie), to wprowadzane rozwiązania będą bardziej kompromisowe, bardziej uwzględniające interes wszystkich, a nie tylko „swoich”. Zmiany w kierunku rozwoju państwa będą mniej chaotyczne, mniej drastyczne i bardziej rozsądne.
Dyskusja
Co sądzicie o tym pomyśle? Czy macie inne propozycje? Czy może obecny system jest bez zarzutu i nie ma potrzeby zmieniać?
Pomyślcie o tym proszę w oderwaniu od Waszych preferencji politycznych i aktualnego układu sił. Np. jeśli jesteś wyborcą PiS, to wyobraź sobie odwrotną sytuację do dzisiejszej - np. że np. w 2023 to PO dostanie absolutną większość i będzie mogło rządzić samodzielnie. Czy nie byłoby lepiej gdyby musiało liczyć się bardziej z senatem, w którym PiS wciąż miałby więcej do powiedzenia (bo był wybrany w 2021)?
Ja osobiście chętnie widziałbym taki system nawet w sytuacji gdy to moi wybrańcy są u władzy. Nikt nie jest idealny i sposób myślenia większości partii uwzględnia interesy głównie ich własnego elektoratu. Konieczność liczenia się z przedstawicielami pozostałej części społeczeństwa na pewno wniosłaby dużo równowagi i stabilności do ustawodawstwa, niezależnie od tego kto akurat byłby u steru.
submitted by Maysign to Polska [link] [comments]


2018.09.29 09:01 Gazetawarszawska Czy judeochrześcijańscy o. dominikanie usunęli Drzewo Krzyża Świętego z Bazyliki w Lublinie ?

ANTIECCLESIA 28 SEPTEMBER 2018
Podejrzenie – hipoteza – jest nagle wysoce prawdopodobne. Ukradli, a nie "usunęli". Lublin to „mała Jerozolima” i każdy biedny żyd w IIRP, który nie miał pieniędzy, aby pielgrzymować do Jerozolimy, pielgrzymował do Lublina, do tych najmądrzejszych cadyków na świecie. W ten sposób koszernie spełniał przykazania. Bazylika już od dawna była opanowana przez kryptożydów i te Relikwie były im solą w oku – to jest niewątpliwe! Od samego początku historia „włamania” do bazyliki była zdumiewająca. Bo, Relikwie były jednymi z najważniejszych w dziejach chrześcijaństwa!
https://gazetawarszawska.com/index.php/antiecclesia/2055-czy-judeochrzescijanscy-o-dominikanie-usuneli-drzewo-krzyza-swietego-z-bazyliki-w-lublinie
Zdumiewa zatem fakt zaniedbań w zakresie bezpieczeństwa przeciw włamaniom. To, szczególnie że na długo przedtem nastąpiła fala włamań do innych kościołów i podpaleń w Polsce. Kradzież jest szyta grubymi nićmi, to jest niewątpliwe.
To tak jak pożarami wysypisk w Polsce. Mossad podpalał wysypiska tylko po to, aby dać powód do nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w sprawie IPN. Podobnie było z włamaniami i kradzieżami do innych kościołów w Polsce. Dokonano wielu innych włamań i kradzieży, a to tylko po to, aby ta kradzież w Bazylice wyglądała na jedną z wielu. Dominikanom musiało zależeć na kradzieży i pozbyciu się tego kłopotu, który uniemożliwiał „dialog” z żydami i te bluźnierstwa z rabinem Boaz Pash byłyby niemożliwe w świątyni, której znajdują się relikwie odnoszące się bezpośrednio do Pana Jezusa Chrystusa (Mesjasza) i Jego Ukrzyżowania przez żydów. Zauważmy, że bazylika, przy braku ważnej eucharystii, jest dla żydów formą synagogi. Bo „novus”, NOM nie daje autentycznej transsubstancjacji chleba i wody w Ciało i Krew Chrystusa, i żydzi, choć novus im się też nie podoba, to jednak patrzą się na to już bez strachu, jaki zawsze w nich wzbudzał Przenajświętszy Sakrament. W takim wątku, kradzieży musieli dokonać sami dominikanie lubelscy do spółki z żydami.
Poza tym rabin Boaz Pash nie mógłby mówić o „mesjaszu”, który ma nadejść - to w obecności Relikwii, które dają świadectwo nie tylko Mesjasza, który już przyszedł, ale jako Tego, którego ukrzyżowali wspólnicy rabina Boaz Pash. Byłoby to bardzo niezręczne, a rabin jest dostojny, subtelny i z manierami, za co - na zakrystii - Grzegorz Ryś pocałował go w rękę.
A poza kwestią religijną – w sensie kultu w Lublinie - szczątki drewna mogły być potrzebne żydom do badań genetycznych i z tym związanymi manipulacjami DNA na klonowanym „mesjaszu”. Pogłoski o próbach klonowania „mesjasza” krążyły wśród żydów od dawna, prawdopodobnie mają już kilka egzemplarzy i teraz pracują nad nimi, aby wybrać ten, który jest najbardziej udany.
Red. Gazeta Warszawska

Największa relikwia Drzewa Krzyża Świętego zniknęła z Bazyliki o. Dominikanów w nocy 9/10 lutego 1991 r. razem z zabytkową srebrną Monstrancją i dotychczasowe śledztwo nie dało żadnych wyników.
Sadząc po wybitniejszych osiągnięciach grupy trzymającej władzę w Zakonie — można przypuszczać, że Relikwia raczej mogła przeszkadzać w ich osiągnięciach, — podobnie jak zbyteczna znajomość historii II wojny i „holocaustu”
— a także pamięć o świętym Witoldzie Pileckim przeszkadza m. in. w organizowaniu i wykorzystywaniu rocznicy wyzwolenia obozów Auschwitz i Birkenau i innych okazji do „historycznej polityki” popierania europasożytniczo entuzjastycznej banderyzacji Ukrainy i umacniania europasożytniczej dyktatury fałszywych autorytetów syjonistycznego kabotynizmu.
Lubelski zakon Dominikanów obok — „Teatru NN Brama Grodzka”, KUL-u, UMCS, a ostatnio także Centrum Kultury Peowiaków, Teatru Starego i inne centra, fundacje i galerie — obficie dotowane — stanowią ważny w Lublinie ośrodek „judaizacji”…
Do większych osiągnięć dominikańskich działaczy, — należy zwycięstwo w przeciw duchowi i pamięci prof. KUL (dominikanina) o. Krąpca preferującego zbyt tradycyjną chrześcijańską filozofię.
Gdy Rada Miasta Lublina podjęła uchwałę o nazwaniu imieniem o. Krąpca placu przed Teatrem Andersena — zakon dominikanów, jako właściciel tego placu, — zdecydowanie się sprzeciwił i przeforsował nazwanie Placem Giedrojcia — ( znanego z kompromisowości w propagowaniu polityki historycznej, przystosowanej do interesów banderowsko unarodowionych Ukraińców i „etnicznych Litwinów” po depolonizacji).
Ale czy to mogło być skutkiem uprzedzeń osobistych?
Zabytkowe wnętrza odnowione ogromnym kosztem budynki, w których zawarta została Unia Lubelska — udostępnione zostały ówczesnemu szefowi lubelskiej Platformy Obywatelskiej na jego kolejne wesele, — pomimo braku kościelnego unieważnienia małżeństwa.
Relikwie były do tego zbędne jeśli nie szkodliwe.
Ale to mogło być skutkiem sympatii lub wdzięczności abp. Życińskiego, który wspólnie z Palikotem patronował miejskiej szopce, w której biblijnych pastuszków zastąpiono pejsatymi muzykantami z talmudystycznego a następnie okupacyjnego getta lubelskiego. /http://telewidz.neon24.pl/post/75860,kardynale-dziwisz-kiedy-w-wawelskiej-krypcie-zadziwisz-nas-szopk-lepsz-od-szopki-abp-zycinskiego-i-palikota
W Lublinie nie tylko ośrodki i instytucje kulturalne i liczne Kościoły oraz KUL, Seminarium i szkolnictwo — ale i związki kombatanckie zdominowane są PO-PiSowo lub inaczej przez elity pasożytniczego kabotynizmu.
Duże zakłady sfery produkcyjnej zostały zlikwidowane a „prekariat” i „seleriat” (grupy na umowach śmieciowych i etatowcy w budżetowce) skłonne są jedynie do marszów i to raczej w ciemnościach.
Młodzież się miota od patologii pasożytniczych Palikota do oligarchizmu korwinizmu.
Podczas, gdy w Warszawie dokonywano poszukiwań bermanowskich ofiar na Łączce, — to w Lublinie słynnym nawet z zachachmęcenia w IPN teczek duchownych TW — szczególnie umiłowanych przez abp Życińskiego, — na wniosek oszustki z tytułem „kustosz pamieci narodowej IPN”
— zamieniono rzeczywistą mogiłę zbiorową więźniów Zamku formalnie z lat 1944-46 (w tym liczni oficerowie AK) w mogiłę symboliczną, przez częściową likwidację jej terenu i zawartych w niej szczątków, — bez jakiegokolwiek protokołu lub badań. /http://telewidz.neon24.pl/post/71457,szczatki-i-mogily-bohaterow-niszczone-w-lublinie-przez-popisowo-pobermanowskie-biurokracje-historyczne
Przełożeni zakonu biorą czynny udział w „życiu kulturalnym” a ostatnio — jak niegdyś abp Życiński niemal stały felietonista miejscowej Gazety Wyborczej — wielce sprawnymi w annaszowo-judaszowo kajfaszowej dialektyce judeochrześciańskiej inwersji prawd i kłamstw strawnych dla po-pisowej nowej moherii. /http://telewidz.neon24.pl/post/111778,pogrzeb-kultowego-dyr-muzeum-namajdanku-w-100lecie-karskiego
[Red. tekstu poprawiła emjot]
+++
http://telewidz.neon24.pl/post/112036,pojednanie-popisowo-judeokatolickie-z-pobanderowcami
04.02.2015
Za; http://telewidz.neon24.pl/post/118707,czy-dominikanie-usuneli-drzewo-krzyzasw-zbazyliki-w-lublinie
https://forumdlazycia.wordpress.com/2015/02/06/czy-dominikanie-usuneli-drzewo-krzyza-swietego-z-bazyliki-w-lublinie/
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2016.09.19 22:45 ben13022 Włodzimierz Cimoszewicz: Możliwa jest Polska bez Platformy [Wywiad]

W przypadku PO widzę trzy analogie z samounicestwieniem SLD – mówi były premier.
Rz: Jaki finał powinna mieć sprawa reprywatyzacji w stolicy?
Włodzimierz Cimoszewicz, były marszałek Sejmu, premier, szef MSZ i minister sprawiedliwości: Po pierwsze, trzeba w końcu przyjąć odpowiednie regulacje prawne. W poprzedniej kadencji parlamentu zrobiono krok w tym kierunku, ale nie jest to pełne rozwiązanie. Po drugie, należy zbadać poważniejsze przypadki reprywatyzacji ostatnich lat i jeśli doszło w nich do przestępstw, np. korupcji lub do umyślnego wprowadzenia władz Warszawy w błąd, przeanalizować możliwości unieważnienia wcześniejszych decyzji. Po trzecie, jest praca dla prokuratury.
Czy Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna podać się do dymisji?
Grzegorz Schetyna przejął kontrolę nad Warszawą. Gronkiewicz-Waltz zgodziła się pod jego naciskiem na dymisję wiceprezydentów: Jarosława Jóźwiaka i Jacka Wojciechowicza.
PO powoli podąża drogą samounicestwienia SLD? Dojdzie do rozpadu i podziału partii?
Polska bez PO jest możliwa?
Jan Śpiewak wyrasta na poważnego gracza na lewicy wraz ze stowarzyszeniem Miasto Jest Nasze?
Czy Grupa Wyszehradzka może przejąć inicjatywę w UE?
Jarosław Kaczyński i Viktor Orban wyrastają na nowych liderów UE?
Czy UE potrzebny jest nowy traktat, o czym mówi prezes Kaczyński i którego przygotowanie zapowiedział?
Jak pan ocenia podróż ministrów do Anglii po zabójstwie Polaka?
Wybiera się pan na „Smoleńsk"?
Dlaczego?
Mówi się, że mają być upublicznione dokumenty w sprawie spotkania Donalda Tuska z Władimirem Putinem na sopockim molo. Czy były premier może być wkrótce pociągnięty do odpowiedzialności za niedopełnienie obowiązków w sprawie przygotowania wizyty PLK w Smoleńsku?
Jak wygląda sytuacja Tomasza Arabskiego?
Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki poinformował, że złożył wniosek o postępowanie dyscyplinarne wobec sędzi, która prowadzi cywilny proces o ochronę dóbr osobistych, wytoczony mu przez posła PO Roberta Kropiwnickiego. Opozycja uważa, że Jaki powinien przestać być wiceministrem, ponieważ szantażuje sędziego. Jaki twierdzi, że ma prawo komentować wyroki. Czy przekroczył swoje uprawnienia?
Zmiany obejmą także zasady postępowania dyscyplinarnego. Dobra zmiana?
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.08.23 12:42 ben13022 Układ warszawski. Czy reprywatyzacja w stolicy zatrzęsie polską polityką? (Cały tekst Wyborczej.)

Decyzję o reprywatyzacji najdroższej działki w stolicy mecenas Nowaczyk odbiera od urzędnika Rudnickiego, który kilka tygodni później rezygnuje z etatu w ratuszu. Odnajdujemy ich jako współwłaścicieli ośrodka Salamandra w Zakopanem. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej Kancelaria Roberta Nowaczyka ma świetny adres: aleja Róż 10. Przedwojenna kamienica, w pobliżu siedziba premiera, ministerstwa, ambasady, po drugiej stronie park Ujazdowski, nieco dalej Łazienki. Pocztówkowy fragment Warszawy.
Jeszcze kilka lat temu na parterze stały szafy z ubraniami, łóżka, stoły, kuchenne szafki i sprzęty domowe. Trzy mieszkania komunalne zajmowali lokatorzy.
Ale w aleję Róż wkroczyła reprywatyzacja.
"Polska jako jedyny kraj w Europie Środkowo-Wschodniej do chwili obecnej nie przeprowadziła procesu naprawienia skutków bezprawnego przejęcia prywatnej własności, pomimo faktu, że prawo własności jest - obok prawa do życia - jednym z podstawowych praw obywateli oraz stanowi podstawę moralnego i prawnego ładu w demokratycznym państwie prawa" - czytamy credo mecenasa Nowaczyka na jego stronie internetowej Reprywatyzacja.pl.
O prawo do własności walczy skutecznie: ze 120 warszawskich nieruchomości, o które zabiega dla klientów i dla siebie, przejął prawie 50. Kamienicę w alei Róż 10 odzyskał dla spadkobierców dawnych właścicieli, trzy mieszkania na parterze kupił i urządził tam kancelarię.
Kupcy roszczeń
Jest rok 1945. Warszawa leży w gruzach. Bolesław Bierut, prezydent rządzącej Polską z nadania Stalina Krajowej Rady Narodowej, wydaje dekret o nacjonalizacji wszystkich prywatnych nieruchomości w stolicy. Bez niego odbudowa byłaby niemożliwa. Objął blisko 25,5 tys. budynków (11,229 tys. zniszczonych) i 40 tys. działek hipotecznych.
Byli właściciele jeszcze w latach 40. złożyli kilkanaście tysięcy wniosków o przywrócenie własności, ale w praktyce odmawiano wszystkim, łamiąc ówczesne prawo.
To złamanie prawa od 1996 r. otwiera drogę do odzyskania nieruchomości. Dostają je byli właściciele i ich spadkobiercy, ale także kupcy roszczeń - wyspecjalizowane kancelarie i biznesmeni. Do dziś zwrócono ok. 3 tys. działek. W 2014 r. co czwarty adres trafiał do kupców roszczeń. Jednym z nich jest również mecenas Robert Nowaczyk.
Jak może wyglądać handel roszczeniami? Na przykład tak: biznesmen Maciej Marcinkowski chce zainwestować w działki na Powiślu. Prawa do nich ma Maria Rotwand, stuletnia wdowa po znanym warszawskim przemysłowcu i bankierze. Mecenas Nowaczyk w jej imieniu sprzedaje samemu sobie prawa do działki. Potem nimi obraca, by na końcu spisać umowę z Marcinkowskim, który przejmuje pokaźny teren na Powiślu.
Na pl. Defilad wyrosły wieżowce
Adresy na liście referencyjnej Roberta Nowaczyka robią wrażenie, w większości to najdroższe rejony miasta: aleja Przyjaciół, Nowy Świat, Poznańska, Piękna, Lwowska, Mazowiecka, Puławska.
Działki pod przedwojennym adresem Chmielna 70 tam nie ma, ale to właśnie na Chmielnej Robert Nowaczyk doprowadził do reprywatyzacji jednego z droższych terenów w mieście.
Najpierw przez kilka lat ciągną się postępowania spadkowe po byłych właścicielach. Pierwszy znaczący sukces ma miejsce w maju 2010 r., kiedy dochodzi do urzędowego unieważnienia decyzji, na mocy której w latach 50. odmówiono wywłaszczonym dekretem Bieruta właścicielom Chmielnej praw do gruntu.
To kluczowy dokument, kto ma go w ręku, idzie do stołecznego ratusza i domaga się reprywatyzacji. Teraz piłeczka jest po stronie urzędników prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz.
W czasie, kiedy badane są papiery dostarczone przez mecenasa Nowaczyka, rządząca Warszawą PO ma właśnie głosować nad zmianami w planie zagospodarowania okolic Pałacu Kultury. Poprzedni Gronkiewicz-Waltz skrytykowała zaraz po wygranych wyborach samorządowych w 2006 r., ledwie kilka miesięcy po uchwaleniu go przez jej poprzedników z PiS. Wydawał się jej "mało ambitny", bo pozwalał budować tylko do ośmiu kondygnacji. - Chcemy stworzyć coś nowego i oryginalnego - tłumaczył latem 2007 r. wiceprezydent Jacek Wojciechowicz (PO).
Radni głosują nad planem 9 listopada 2010 r., trzy dni przed końcem kadencji. Komisja planowania przestrzennego dostaje obszerny dokument dzień przed sesją. Jego analiza wymaga czasu, ale ratusz go radnym nie daje.
Debata zamienia się w awanturę. Radny opozycji krzyczy do mikrofonu: - Komisję zmuszono do jazdy bez trzymanki, wrzucając jej w ostatniej chwili do rozpatrzenia ponad 240 uwag zgłoszonych do planu.
Protestującemu PiS-owi PO przypomina, że nową wersję planu popiera architekt Czesław Bielecki, pisowski rywal Gronkiewicz-Waltz na prezydenta Warszawy.
Plan zostaje uchwalony. Na mapie stolicy pojawiają się dwa drapacze chmur bardzo blisko Pałacu Kultury. Ten wyższy, 245-metrowy, zajmuje działkę klientów mecenasa Nowaczyka.
Od tego momentu Chmielna jest warta fortunę.
Czyja wieża wyższa
We wrześniu i październiku 2012 r. w warszawskiej kancelarii notarialnej dochodzi do serii transakcji. Spadkobiercy właścicieli Chmielnej sprzedają swoje roszczenia Marzenie Kruk, Januszowi Piecykowi i Grzegorzowi Majewskiemu.
Marzena Kruk to siostra Nowaczyka. Ma doktorat, jest specjalistką w dziedzinie prawa ofiar przestępstw. Gdy cztery miesiące temu ujawniłyśmy sprawę Chmielnej 70, była naczelniczką wydziału w Ministerstwie Sprawiedliwości, o działce nie chciała rozmawiać. Trzy dni po publikacji została przeniesiona na stanowisko głównego specjalisty.
Spytałyśmy resort sprawiedliwości, czy w oświadczeniu majątkowym urzędniczki jest warta miliony działka obok Pałacu Kultury. Ministerstwo Zbigniewa Ziobry odpowiedziało, że "dokonywana jest analiza oświadczeń o stanie majątkowym składanych przez pracowników". Stanowią one jednak tajemnicę prawnie chronioną, chyba że dana osoba wyrazi pisemną zgodę na ich ujawnienie.
Chmielna to niejedyny dekretowy adres głównej specjalistki w ministerstwie dr Kruk. Jest też współwłaścicielką zreprywatyzowanej kamienicy z lokatorami na warszawskim Mokotowie.
Janusz Piecyk to dobry znajomy Nowaczyka, są współwłaścicielami lokalu kancelarii w alei Róż 10. Występuje w wielu innych sprawach prowadzonych przez kancelarię mecenasa. Grzegorz Majewski jest znanym warszawskim adwokatem, od kwietnia tego roku - dziekanem okręgowej rady adwokackiej.
Miesiąc po wizycie u notariusza decyzją urzędników ratusza Kruk, Piecyk i Majewski zostają właścicielami Chmielnej 70.
Był też inny chętny na działkę - Maciej Marcinkowski, którego wspierał adwokat Andrzej Muszyński. To tandem znany z reprywatyzacyjnej skuteczności, ale tym razem przestrzelił. Marcinkowski płaci za prawa do Chmielnej nie tym spadkobiercom, co trzeba, właściwe papiery ma Robert Nowaczyk.
Marcinkowski traci pieniądze przy Chmielnej, ale kilkaset metrów dalej przejmuje grunt, na którym radni wpisali do planu zagospodarowania drugi z wieżowców. Tylko nieco niższy od wieży klientów Nowaczyka.
Nowi właściciele obu adresów starają się o skrawki miejskich gruntów, bez których nie mogą rozpocząć inwestycji. Udaje się je kupić bez przetargu tylko klientom Nowaczyka. Rynkowa wartość Chmielnej rośnie do 120-160 mln zł.
Obco brzmiące nazwisko
W kwietniu 2016 r. docieramy do dokumentów, z których wynika, że Jan Henryk Holger Martin, dawny właściciel dwóch trzecich Chmielnej 70, był obywatelem Danii. To stawia pod znakiem zapytania reprywatyzację. Dania jest bowiem wśród państw, którym Polska wypłaciła ryczałtowe odszkodowanie za powojenną nacjonalizację. "Po zapłaceniu 5,7 mln duńskich koron Rząd duński uważać będzie za ostatecznie uregulowane wszystkie roszczenia duńskie. Wynikiem tej regulacji będzie zwolnienie Rządu polskiego w stosunku do zainteresowanych duńskich obywateli i ich następców prawnych" - czytamy w polsko-duńskiej umowie z 1953 r.
To, co wiemy o Duńczyku, opisał on sam w podaniu o wizę pobytową do komendy MO w Otwocku w 1948 r.: warszawski kupiec, od urodzenia obywatel Danii "z rodziców Duńczyków i obywateli Duńskich, nieżyjących".
Kamienicę przy Chmielnej kupił w 1943 r. Spłonęła w powstaniu. Martinowi nie udało się przedłużyć pobytu w Polsce, wyjechał do Danii, zmarł kilka lat później.
W ratuszu nie sposób się dowiedzieć, dlaczego jesienią 2012 r. urzędnicy zwrócili Chmielną.
Wiceprezydent Jarosław Jóźwiak: - Pewnie Duńczyk był Polakiem, bo głosował w referendum "3 X tak" w 1946 r., a działkę trzeba było oddać, bo goniły terminy.
Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz: - Martin miał dwa obywatelstwa.
Marcin Bajko, dyrektor odpowiedzialny wówczas w mieście za reprywatyzację: - Umowy międzynarodowe nie obowiązują.
A w ogóle to zawiniło Ministerstwo Finansów, które lata temu powinno było wpisać skarb państwa do księgi wieczystej Chmielnej 70, jeśli działka była spłacona. W 2010 r. ratusz usłyszał w ministerstwie, że dokumentów o odszkodowaniu za Chmielną nie ma, resort miał ich poszukać, ale przez dwa lata milczał.
Nasz tekst w stołecznym dodatku "Wyborczej" wywołuje burzę. Opozycja żąda zwołania nadzwyczajnej sesji Rady Warszawy. Wiceprezydent Wojciechowicz zapewnia: "Uchwalając plany zagospodarowania, nigdy nie kierujemy się roszczeniami, bo nie wiem, jak mielibyśmy ten plan uchwalić, kiedy roszczeń jest kilkadziesiąt na placu [Defilad]".
Hanna Gronkiewicz-Waltz donosi na Ministerstwo Finansów do prokuratury.
Tymczasem w lipcu resort finansów ujawnia dokument z lutego 2011 r. wysłany na adres ratusza. To nazwiska cudzoziemców, którzy na podstawie umów międzynarodowych dostali odszkodowania za warszawskie nieruchomości. Wśród nich jest Jan Henryk Holger Martin. Gdy prosimy w ratuszu o ten dokument, przez dwa tygodnie nie można go odnaleźć. Gdy się znajduje, rzecznik urzędu miasta przyznaje, że nazwisko się zgadza, ale nie ma przy nim adresu Chmielna 70.
Pytamy Nowaczyka, dlaczego tak doświadczony adwokat nie sprawdził drobiazgowo historii gruntu przy obco brzmiącym nazwisku byłego właściciela.
Mecenas tłumaczy, że Martin urodził się i mieszkał w Warszawie do 1949 r., a jego spadkobiercy byli polskimi obywatelami. I dodaje, że "obco brzmiące nazwisko nie było rzadkością przy pracy nad gruntami warszawskimi, wiele osób uprawnionych do gruntów i budynków nosiło obco brzmiące nazwiska, choć byli obywatelami polskimi i nikt tego nie kwestionował".
Willa opatrzności Bożej
Losy warszawskiej reprywatyzacji przez lata decydowały się w Biurze Gospodarki Nieruchomościami (BGN). Jego szef Marcin Bajko nie podpisywał decyzji o zwrotach dekretowych działek. Nie ma pełnomocnictwa, bo oprócz posady w ratuszu - za zgodą ówczesnego prezydenta miasta Lecha Kaczyńskiego - prowadzi własną działalność gospodarczą (powiedział nam, że to "psychiczna odskocznia" od pracy w ratuszu). Dlatego też nie musiał składać oświadczeń majątkowych.
Jest jesień 2012 r. Decyzję o zwrocie Chmielnej 70 Nowaczyk odbiera od wicedyrektora BGN Jakuba Rudnickiego, który kilka tygodni później rezygnuje z etatu u Hanny Gronkiewicz-Waltz. W 2014 r. odnajdujemy go jako właściciela pokaźnej willi z lokatorami przy ulicy Kazimierzowskiej 34, w prestiżowej dzielnicy.
Były dyrektor przekonuje nas, że roszczenia do tej nieruchomości kupili jego rodzice, ale że był wtedy urzędnikiem ratusza, teczkę kamienicy odłożył na półkę, a sprawę opisał w notatce służbowej do Hanny Gronkiewicz-Waltz.
Swoją pracę w BGN wspomina tak: - Miałem jako człowiek po uszy i po dziurki w nosie całej atmosfery. Jak oddawałem, to było źle, choć to jedyna możliwość jak najszybszego uwolnienia się od tej przeklętej zarazy, którą jest dekret. Jak nie oddawałem, było jeszcze gorzej. Człowiek popada w paranoję. Właściwie nie wie, co ma robić. Dalej okłamywać ludzi, że miasto nie może czegoś zwrócić? Kto nie widział tego, co się odbywa w BGN, nie może nic na ten temat powiedzieć. Nieustanne awantury, spotkania z 70-80--letnimi ludźmi, u których nienawiść krzyżuje się z rozpaczą. Tak dzieje się zawsze, gdy w prawo wkracza polityka. Nie, to nie było dla mnie.
Rozmowę kończy tak: - Dziękuję opatrzności Bożej za to roszczenie, bo ta sprawa pomogła mi podjąć decyzję o odejściu.
Sprawa willi wraca z półki na biurko z chwilą odejścia Rudnickiego z posady. Jego następca Jerzy Mrygoń - wcześniej radca prawny BGN - z marszu, w pierwszych dniach urzędowania, podpisuje zwrot willi w czerwcu 2013 r.
Ryszard Grzesiuła ze Stowarzyszenia "Dekretowiec", które skupia dawnych właścicieli, ma inne doświadczenia: - Praktyka urzędników jest taka, żeby przedłużać sprawy w nieskończoność, zniechęcić spadkobierców do odzyskiwania własnych nieruchomości, zmuszając do pozbycia się roszczeń za bezcen na rynku wtórnym. A potem słyszymy, że Warszawa ma straszliwy problem z handlarzami roszczeń.
Postępowanie w sprawie zwrotu mokotowskiej willi Rudnickiego prowadzi wrocławska prokuratura. Właściciel z "opatrzności Bożej" założył lokatorom sprawy o eksmisję.
Miesiąc temu Hanna Gronkiewicz-Waltz zdecydowała, że Biuro Gospodarki Nieruchomościami nie będzie się już zajmować reprywatyzacją w Warszawie. - Proszę nie traktować tej decyzji jako wotum nieufności wobec urzędników, którzy do tej pory zajmowali się zwrotami działek - zastrzegł wiceprezydent Jóźwiak.
Salamandra generała
Mecenas Nowaczyk zapewnia, że nie łączą go z Rudnickim relacje biznesowe.
Ich nazwiska odnajdujemy jednak w księdze wieczystej ośrodka Salamandra w Kościelisku, który przed wojną należał do generała Tadeusza Kasprzyckiego, ministra spraw wojskowych.
W maju 2012 r. urzędnik BGN Jakub Rudnicki płaci milion złotych swoim rodzicom za część Salamandry, którą odkupili od spadkobierów generała. We wrześniu reprezentująca rodzinę Kasprzyckiego matka Rudnickiego pośredniczy w sprzedaży innej części ośrodka mecenasowi Nowaczykowi.
Z oświadczenia majątkowego Rudnickiego z 2011 r. wynika, że miejski urzędnik (rocznik 1973) nie miał odłożonej gotówki, ale trzy mieszkania, które wycenił na prawie 3,5 mln zł. Odchodząc z ratusza, nie dopełnił obowiązku złożenia oświadczenia za 2012 r.
W 2013 r. ukazuje się ogłoszenie o sprzedaży Salamandry: "Już tylko nieliczni pamiętają, iż stojący na stoku Gubałówki piękny, kamienny zespół budynków to dawny pensjonat siostry gen. Tadeusza Kasprzyckiego". Cena w ogłoszeniu to 24 mln zł, potem spada do 15 mln zł.
Obecny właściciel Salamandry nie chce powiedzieć, ile zapłacił Rudnickiemu i Nowaczykowi. - Miejsce piękne, ale stary budynek jest w katastrofalnym stanie. Salamandrę sprzedawali wspólnie, jednym aktem notarialnym, w grudniu 2013 r.
Mecenas Nowaczyk: - Przez krótki okres byłem współwłaścicielem nieruchomości w Zakopanem, był to jednak efekt zupełnie oddzielnych postępowań i spraw, a współwłasność nie była zamierzona.
Mecenas i brat
"Niezamierzona współwłasność" pod Tatrami nie jest jedynym kontaktem Nowaczyka z rodziną Rudnickich.
Wróćmy do Warszawy. O niedużą kamienicę przy Marszałkowskiej 43 starają się dwie panie z Francji. Przed sądem twierdzą, że podczas robienia porządków znalazły testament sprzed lat.
Ale lokatorzy Marszałkowskiej znali właścicielkę, nigdy się nie wyprowadziła z kamienicy, zmarła samotnie. Rozpoczynają śledztwo. Odnajdują spadkobierczynie z Francji, ale w kalendarzu coś się nie zgadza. - Pełnomocnictwo do spraw kamienicy panie z Francji dały w 2004 r., a w sądzie zeznały, że testament znalazły dopiero w 2006 r. - zwraca uwagę jedna z lokatorek.
W grudniu 2010 r. Jakub Rudnicki podpisuje decyzję o reprywatyzacji kamienicy. Lokatorzy komunalni dostają wypowiedzenia umowy najmu, zaczynają się procesy o eksmisję. W sądzie po raz pierwszy słyszą, że kamienica ma już nowego właściciela. Nazwisko identyczne z nazwiskiem wieloletniego urzędnika od reprywatyzacji. I nie jest to zbieg okoliczności.
Mec. Robert Nowaczyk tym razem reprezentuje Adama Rudnickiego, brata Jakuba. W sierpniu 2014 r. w jego imieniu kupuje kamienicę. Kilka miesięcy później ponownie występuje w imieniu Adama Rudnickiego - tym razem sprzedaje Marszałkowską 43 swojej bliskiej znajomej. Jest ona też wspólniczką spółki, w której zarządzie zasiada adwokat Nowaczyk.
Mecenas potwierdza, że był pełnomocnikiem w tej sprawie, ale gdy pytamy o szczegóły, zasłania się tajemnicą adwokacką.
Przemysł Mydlarski i Perfumeryjny
Tajemnicę kryje też inny rozdział działalności mecenasa. W alei Róż 10 oprócz jego kancelarii odnajdujemy też spółki: Siła i Światło, Fabryka Maszyn i Kotlarnia "Moc", Warszawska Fabryka Masowych Wyrobów Blaszanych "Tłocznia", Warszawska Fabryka Guzików, Warszawskie Towarzystwo "Motor" Zakłady Chemiczno-Farmaceutyczne.
Nazwy trącą myszką? Nic dziwnego, to firmy przedwojenne. Po kilkudziesięciu latach uśpienia zostały reaktywowane w alei Róż 10.
Jak fabryka wstaje z martwych? Np. tak: znany kolekcjoner papierów wartościowych kupuje na portalu Allegro akcje Fabryki Guzików. Potem pisze do sądu, że potrzebny jest kurator dla spółki, który w imieniu nieobecnych akcjonariuszy zwoła walne zgromadzenie. Gdy sąd zgadza się na kuratora, można już powołać zarząd, który wystąpi o wpisanie spółki do Krajowego Rejestru Sądowego.
Kuratorem Warszawskiej Fabryki Guzików zostaje mecenas Nowaczyk. Na walnym jest tylko jeden akcjonariusz, ma pięć akcji, czyli 0,125 proc. kapitału zakładowego spółki.
W obudzonych spółkach z alei Róż Nowaczyk występuje też w innych rolach: udziałowca, członka rady nadzorczej. W zarządach zasiada Janusz Piecyk, wspólnik mecenasa, od 2012 r. współwłaściciel Chmielnej 70.
Nie o produkcję guzików, mydła czy światła chodzi w tym biznesie. Prawdziwy powód znajdujemy w rocznym sprawozdaniu jednej z obudzonych firm: "Spółka koncentruje się na rozeznaniu majątku posiadanego przez spółkę przed jego nacjonalizacją oraz ocenie zasadności i zgodności z prawem decyzji nacjonalizacyjnej". Chodzi o nieruchomości odebrane spółkom dekretem Bieruta.
Urzędnicy podają, że w całej Warszawie reaktywowane firmy przejęły 17 adresów, do kolejnych 40 mają roszczenia. Spółki z alei Róż nie mają sukcesów, na liście urzędu miasta odnajdujemy tylko jedną: Przemysł Mydlarski i Perfumeryjny Fryderyk Puls SA stara się o willę na Mokotowie.
Do reaktywowanej spółki Motor zgłosiła pretensje córka przedwojennego udziałowca. - Mam ponad 200 akcji - mówi Elżbieta Ryl-Górska. - Ojciec był dyrektorem i współwłaścicielem spółki. Kiedy ktoś mi podpowiedział, żeby zainteresować się majątkiem, spółka była już reaktywowana beze mnie. Pan Nowaczyk nawet nie zadzwonił. Adres ojca przez 70 lat od wojny był ten sam, wystarczyło spróbować.
Pani Ryl-Górska chciała, by sąd rejestrowy wznowił postępowanie o ustanowieniu kuratora. Dostała odmowę.
12 mln odszkodowania
Dekret Bieruta to nie tylko zwroty w naturze. Mecenas Nowaczyk walczy o duże pieniądze dla siebie i swoich klientów. Właścicielom zreprywatyzowanych kamienic skarb państwa płaci odszkodowania za mieszkania sprzedane lokatorom z kwaterunku. Prywatni właściciele wystawiają też miastu rachunki za czynsze, jakie mogliby dostawać, gdyby nie nacjonalizacja.
"Kolekcjoner kamienic" Marek Mossakowski za roszczenia do kamienicy przy Hożej 25a zapłacił 50 zł, a potem zażądał od miasta ponad 5 mln zł odszkodowania. Wynajął Nowaczyka, który wywalczył ponad 1,6 mln zł.
Przegrał dopiero w Sądzie Najwyższym, który w uzasadnieniu wyroku zapytał, czy moralne jest, by "osoba, która nie tylko nigdy nie została pokrzywdzona działaniem dekretu, ale która roszczenie (...) nabyła za 50 zł, czyli ułamek faktycznej wartości, odniosła korzyści kosztem środków publicznych?".
Mecenas Nowaczyk walczył też o miliony z miejskiej kasy na swoje konto. Wicedyrektorowi BGN Jerzemu Mrygoniowi wystarczyło siedem miesięcy, by przekazać ogromną (trzy podwórka, kilkadziesiąt mieszkań) pożydowską kamienicę przy Poznańskiej 14 reprezentowanemu przez Nowaczyka amerykańskiemu spadkobiercy, którego nikt przy Poznańskiej nie widział.
Spadkobierca sprzedaje ją Nowaczykowi i Piecykowi. W 2013 r. wspólnicy przejmują dom pełen ludzi, podnoszą czynsze, dotychczasowi lokatorzy mają się wyprowadzić do lutego 2017 r.
Nowaczyk i Piecyk występują o 12 mln zł odszkodowania, bo przez lata na kamienicy nie zarabiali. Gdy walczą o pieniądze od miasta, sprzedają kamienicę za 11 mln zł. Nabywcą są spółki powiązane z firmą Fenix Group, która specjalizuje się w skupowaniu kamienic z lokatorami po reprywatyzacji. W centrum miasta ma ich ok. 20.
Mieszkańcy piszą do prokuratury. Wątpliwości mają też urzędnicy, biuro prawne ratusza sugeruje BGN wystąpienie do sądu o ponowne zbadanie spadku. Tu droga protestu się urywa.
Gdy pytamy o Poznańską 14, mecenas Nowaczyk znów zasłania się tajemnicą. Informuje, że prokuratura dwa razy umarzała postępowania w sprawie kamienicy. "Nie występuję w niej w żadnej roli" - podkreśla.
Tajemnica adwokacka ratusza
Ponieważ sprawa dotyczy majątku publicznego, próbujemy się dowiedzieć, w ile warszawskich reprywatyzacji zaangażowany jest mecenas Nowaczyk. Chcemy poznać adresy nieruchomości, które już odzyskał i o które się stara. Interesuje nas też kwota odszkodowań, które wywalczył dla siebie i swoich klientów.
Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz odmawia. W piśmie powołuje się m.in. na tajemnicę adwokacką. Wcześniej nasz wniosek o dostęp do informacji publicznej ratusz konsultuje z Okręgową Radą Adwokacką w Warszawie, której szefem jest Grzegorz Majewski, współwłaściciel (razem z siostrą Nowaczyka) wartej 160 mln zł działki przy Chmielnej 70.
Urzędnicy pytają też o zdanie mecenasa Nowaczyka, a on nie wyraża zgody "na udostępnienie danych dotyczących jego prywatności". To zasadnicza zmiana polityki informacyjnej. Wcześniej ratusz wysyłał nam pełne listy nieruchomości, o które zabiegali inni bohaterowie tekstów o reprywatyzacji: Marek Mossakowski, Maciej Marcinkowski, Andrzej Muszyński. Pytamy Muszyńskiego, czy ktoś z ratusza pytał go o zgodę na ujawnienie adresów. Zaprzecza.
Archiwista na tropie
Kulisy zwrotu Chmielnej z zawiadomienia Jana Śpiewaka ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze badają prokuratura i CBA. Śledczy sprawdzają też doniesienie, które stołeczny ratusz złożył na Ministerstwo Finansów.
Ministerstwo zapowiada, że wkrótce wyda oficjalną decyzję w sprawie działki. "Ze względu na obszerną dokumentację w języku duńskim postępowanie to jest czasochłonne, gdyż konieczne jest m.in. precyzyjne przetłumaczenie zgromadzonych materiałów. Wstępna analiza dokumentów pozwala sądzić, że decyzja będzie pozytywna" - informuje biuro prasowe.
Decyzja "pozytywna" oznacza, że działka przy Chmielnej została spłacona i do reprywatyzacji jej "duńskiej" części nie powinno dojść. Następnym krokiem będzie wpisanie do księgi wieczystej skarbu państwa jako właściciela dwóch trzecich Chmielnej 70.
Robert Nowaczyk i współwłaściciel działki Grzegorz Majewski wynajęli adwokata Macieja Ślusarka ze znanej warszawskiej kancelarii. W lipcu, przed emisją programu "Bez retuszu" w TVP o kulisach zwrotu Chmielnej, ostrzegł on prowadzących, że niepochlebne opinie o jego klientach mogą skończyć się pozwami. W piśmie wysłanym do TVP mecenas Ślusarek twierdził, że Nowaczyk i Majewski są ofiarami całej sytuacji, a sprawę Chmielnej dokładnie analizowali. Powołał się na ekspertyzy prawniczych autorytetów zamówione przez ratusz.
W ratuszu się dziwią, skąd prawnik Nowaczyka i Majewskiego ma opinie dwóch profesorów, za które miasto zapłaciło blisko 35 tys. zł. Urzędnicy nie chcą nam ich udostępnić, bo to "dokumenty wewnętrzne", poza tym dotyczą teoretycznej analizy znaczenia umów międzynarodowych o odszkodowaniach, a nie konkretnie przypadku Chmielnej 70. Dodatkowe 4 tys. zł miasto wyda na archiwistę, który cztery lata po zwrocie działki ma ustalić, obywatelami którego państwa byli Jan Henryk Holger Martin oraz jego ojciec, matka, żona, syn i córka.
Politycy PO i miejscy urzędnicy zastanawiają się, czy reprywatyzacja będzie gilotyną, która zakończy rządy Gronkiewicz-Waltz w stolicy i zachwieje polską polityką. Chmielna 70 nie jest jedynym adresem reprywatyzacji po warszawsku, który sprawdza prokuratura i CBA.
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,20572140,uklad-warszawski-czy-reprywatyzacja-w-stolicy-zatrzesie-polska.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Jak pozbyć się żony czyli wiara czyni cuda - YouTube Marek Ciesielczyk doprowadził do unieważnienia wyborów ... PILNE! Konfederacja chce unieważnienia wyborów! Sklepowicz ... Rozwód, a nieważność małżeństwa kościelnego Raiffeisen Bank vs Frankowicze: unieważnienie umowy kredytu CHF Unieważnienie umowy o kredyt we frankach

Unieważnienie kredytu frankowego - wyrok Bank BGŻ ...

  1. Jak pozbyć się żony czyli wiara czyni cuda - YouTube
  2. Marek Ciesielczyk doprowadził do unieważnienia wyborów ...
  3. PILNE! Konfederacja chce unieważnienia wyborów! Sklepowicz ...
  4. Rozwód, a nieważność małżeństwa kościelnego
  5. Raiffeisen Bank vs Frankowicze: unieważnienie umowy kredytu CHF
  6. Unieważnienie umowy o kredyt we frankach
  7. Czym różni się odfrankowienie umowy od jej unieważnienia ...

Wielu frankowiczów obawia się, że doprowadzając do unieważnienia umowy kredytowej będą musieli oddać całą kwotę kredytu, niezależnie od tego w jakim stopniu został już spłacony ... Wspomóż nas wpłacając dobrowolną kwotę nr konta (PKO BP): 81 1020 4900 0000 8502 3142 0193 tytułem: darowizna na wRealu24 Darowizna PayPal https://wrealu24.t... 🤹 Co wybrać: odfrankowienie umowy kredytowej czy jej unieważnienie? Z której z tych możliwości możesz w ogóle skorzystać przy swoim kredycie? 👉 O tym w filmi... Rozpoczynamy nowy cykl artykułów – unieważnienia lub odfrankowienia umów kredytów CHF udzielonych przez Raiffeisen Bank (obecnie Raiffeisen Bank International Oddział w Polsce). Mec. Jak unieważnić wyrzuty sumienia przy okazji unieważnienia ślubu. Jeżeli chcesz wspomóc ten kanał zostając jego patronem, sprawdź na jakie bonusy możesz liczy... Zajmujemy się kwestią tzw. unieważnienia małżeństwa m.in. w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Wrocławiu i Częstochowie. Category Education; Show more Show less. Comments are turned off. Try watching this video on www.youtube.com, or enable JavaScript if it is disabled in your browser.